40 proc. kobiet w radach nadzorczych. Komisarz Reding tegoż chce  Informacje

Komisarz UE ds. sprawiedliwości Viviane Reding chce w październiku zaproponować nowe unijne prawo zmuszające firmy giełdowe w UE do odwiedzenia zapewnienia kobietom 40 proc. miejsc w radach nadzorczych. Propozycja budzi kontrowersje; przeciw jest m. in. Catherine Ashton.

Przepisy na temat kwotach miałyby wejść przy życie w 2020 roku, a już w 2018 roku w firmach publicznych, "tak, by dały one dobry przykład" - powiedziały PAP we wtorek pochodzenia bliskie tej sprawie w Komisji Europejskiej. Z obowiązkowych kwot 40 proc. dziewczyn w radach nadzorczych a mianowicie zastrzegły źródła - wyłączone będą firmy zatrudniających poniż 250 osób i wraz z dochodem mniejszym niż 50 mln euro rocznie.

Francja ma nieznany rząd. To jest przed chwilą parytet

Sankcje za nierespektowanie przepisów ustaliłyby same kraje członkowskie, mając do wyboru grzywny administracyjne, wykluczenie spośród przetargów publicznych, zakaz darowizny czy pomocy państwa.

Kontrowersyjna propozycja

Propozycja luksemburskiej komisarz Reding, ujawniona we wtorek w "International Herald Tribune" i "Financial Times", pobudza jednak ogromne kontrowersje a mianowicie nie tylko wśród państw członkowskich, ale także przy samej Komisji Europejskiej.

- Przeciw jest m. in. Guenther Oettinger (niemiecki komisarz ds. energii); Johannes Hahn (austriacki komisarz ds. polityki regionalnej) Connie Hedegaard (Dunka odpowiedzialna za bitwę ze zmianami klimatycznymi) i Catherine Ashton (Brytyjka, szefowa dyplomacji UE) - powiedziały źródła PAP.

Przeciw jest m. in. Guenther Oettinger (niemiecki komisarz ds. energii); Johannes Hahn (austriacki komisarz ds. polityki regionalnej) Connie Hedegaard (Dunka odpowiedzialna za walkę ze zmianami klimatycznymi) i Catherine Ashton (Brytyjka, szefowa dyplomacji UE)

źródła PAP

Wśród królestw UE przeciw jest m. in. Wielka Brytania i Szwecja. Natomiast w kilku państwach UE - po tym we Francji, Włoszech, Hiszpanii i Holandii w tej chwili obowiązują podobne, krajowe kwoty. Propozycja, by wejść po życie, będzie wymagać potwierdzenia kwalifikowana większością głosów.

Reding już w styczniu zapowiedziała, że zaproponuje upoważnienie zmuszające firmy do przedłożenia kwot. Wówczas to okazało się, że jej apele do biznesu o dobrowolne zwiększenie liczby kobiet we władzach przedsiębiorstw nie dały efektu. Firmy miały podpisywać tzw. zobowiązanie dla Europy, w którym obiecywały zastępowanie mężczyzn odchodzących z zarządów i rad nadzorczych wykwalifikowanymi kobietami. Po roku okazało się, że tylko dwudziestu czterech firmy podpisały deklarację.

W Polsce kobiety stanowią 11, 8 proc. członków zarządów spółek giełdowych. W UE tylko jeden dzięki siedmiu członków zarządów wydaje się kobietą - 13, szóstej proc. To bardzo miniaturowy wzrost w porównaniu spośród 2010 roku, kiedy dziewczyny stanowiły 11, 8 proc. Marcowy raport KE oceniał, że w tym toku zajęłoby aż 40 lat, by kobiety zajmowały przynajmniej 40 proc. miejsc w zarządach. KE rozpoczęła przy marcu publiczne konsultacje w sprawie środków prawnych, które mają zaradzić tej sprawy.

Aż 75 proc. obywateli państw UE, jakim sposobem wynika z sondażu Eurobarometru, popiera wprowadzenie legislacji, żeby zapewnić równowagę płci przy zarządach firm. A 49 proc. ankietowanych stwierdziło, że kary finansowe byłyby najważniejszym sposobem, by wymusić odpowiednie mechanizmy.

Bank centralny Szwajcarii utrzymał mieszaniny procentowe bez zmian Pieniądze